Choć zima trzyma mocno,
Nostalgie już zakwitły.
W cieniu, zadumaniu, nocką...
Mały smutek zwykły.
Z odwilżą odeszły
w czas zupełnie przeszły
radości drobinki
poręczne.
I to nie tylko tyle,
że wciąż brak mi motyli.
Brak mi Ciebie,
i siebie.
I chwili.
Jak wieść parafialna niesie...
czwartek, 23 lutego 2012
poniedziałek, 20 lutego 2012
Nie trzeba mieć stu dwudziestu trzech lat, żeby coś umieć...

Wyśmienity album standardów, nagrany przez wokalistkę w wieku 14 lat. Kobieta ma tyle lat, na ile brzmi... Dobrze, że poznałem tę płytę po kilku latach, bo stałbym się pedofilem... Chyba jest jeszcze na Amazonie do nabycia, ja słucham płytkę Renee Olstead wydaną przez Reprise Records.
czwartek, 16 lutego 2012
Parafraza
Ballada z płotem, z płotem ballada.
W całości śpiewać jej nie wypada.
Lecz we fragmentach czemu nie?
...płotu coś z życia należy się...
Poznałem dziewczę, ze wsi przypadkiem,
gdzieś koło Łaska, chyba pod Szadkiem.
Dziewicą była twardą jak młot!
A drogę naszą przedzielał płot...
Płot to niewinna niemal przeszkoda,
niedługa przezeń do lubej droga.
Lecz chociaż przezeń przeleźć chęć,
coś w plecach trzasło mi, psia kręć...
Na szczęście dziewczę też chęcią tryska,
w biegach przez płotki gnała w igrzyskach!
Więc „hop!” na moja stronę ... Ach!
I w trakcie pozostała w łzach...
Zwisła w połowie do szczęścia drogi,
z uśmiechem tak na twarzy błogim.
Że choć bym chciał ją z płotu zdjąć,
jak pannę z płotu tak zdjąć jak bądź?...
Niby mnie nadal bardzo zachwyca,
lecz choć wciąż hoża, już nie dziewica.
Na coś mi losie ten płot tak splótł?
By mi dziewicę tę hożą zbódł?...
W całości śpiewać jej nie wypada.
Lecz we fragmentach czemu nie?
...płotu coś z życia należy się...
Poznałem dziewczę, ze wsi przypadkiem,
gdzieś koło Łaska, chyba pod Szadkiem.
Dziewicą była twardą jak młot!
A drogę naszą przedzielał płot...
Płot to niewinna niemal przeszkoda,
niedługa przezeń do lubej droga.
Lecz chociaż przezeń przeleźć chęć,
coś w plecach trzasło mi, psia kręć...
Na szczęście dziewczę też chęcią tryska,
w biegach przez płotki gnała w igrzyskach!
Więc „hop!” na moja stronę ... Ach!
I w trakcie pozostała w łzach...
Zwisła w połowie do szczęścia drogi,
z uśmiechem tak na twarzy błogim.
Że choć bym chciał ją z płotu zdjąć,
jak pannę z płotu tak zdjąć jak bądź?...
Niby mnie nadal bardzo zachwyca,
lecz choć wciąż hoża, już nie dziewica.
Na coś mi losie ten płot tak splótł?
By mi dziewicę tę hożą zbódł?...
sobota, 4 lutego 2012
Blues dla Pilarki
Zbudowałaś w marzeniach ten dom -
facet, dzieci, kot, co śpi na komodzie.
Pełnia szczęścia, aż wyjdą im oczy
i zazdrościć tego będą wam co dzień.
Jak domek z kart rozsypało się życie,
koniec bajki, tynk się sypie z euforii.
Bo szczęście z makatki niepisane ci,
gdy żar wygasł i zrobiło się chłodniej...
Teraz wściekła jesteś na cały świat
bo on się bawi, gdy tobie chce się wyć.
Jak pozamiatać z życia okruchy szkła?
Gdy nie wystarczy tylko wstać i wyjść...
Masz słodki uśmiech, lecz to jest zwykły fałsz
kiedy pytają, czemu wciąż jesteś z nim
i czy sobie sama radę dasz.
W serce codziennie wbijają klin.
Ty mówisz: ”Wszystko jest ok”,
pod makijażem kryjesz gorycz i złość.
A potem myśląc, że ci będzie lżej,
urządzasz sceny, których sama masz dość...
Teraz wściekła jesteś na cały świat,
bo on się bawi, gdy tobie chce się wyć.
Jak pozamiatać z życia okruchy szkła?
Gdy nie wystarczy tylko wstać i wyjść...
Kamienne niebo, i dojmujący chłód
za oknem wciąż nieznani ludzie
Niedoskonałe życie wymyślił Bóg,
życie, co się opierać ma na cudzie.
W telewizji mówią „Będzie deszcz”,
zagryzasz wargi wychodząc na schody.
Bo przecież dobrze o tym teraz już wiesz:
na twoje życie to prognoza pogody...
I znów wściekła jesteś na cały świat,
gdy on się bawi, a tobie chce się wyć.
Jak pozamiatać z życia okruchy szkła?
A może wstać i wyjść?...
facet, dzieci, kot, co śpi na komodzie.
Pełnia szczęścia, aż wyjdą im oczy
i zazdrościć tego będą wam co dzień.
Jak domek z kart rozsypało się życie,
koniec bajki, tynk się sypie z euforii.
Bo szczęście z makatki niepisane ci,
gdy żar wygasł i zrobiło się chłodniej...
Teraz wściekła jesteś na cały świat
bo on się bawi, gdy tobie chce się wyć.
Jak pozamiatać z życia okruchy szkła?
Gdy nie wystarczy tylko wstać i wyjść...
Masz słodki uśmiech, lecz to jest zwykły fałsz
kiedy pytają, czemu wciąż jesteś z nim
i czy sobie sama radę dasz.
W serce codziennie wbijają klin.
Ty mówisz: ”Wszystko jest ok”,
pod makijażem kryjesz gorycz i złość.
A potem myśląc, że ci będzie lżej,
urządzasz sceny, których sama masz dość...
Teraz wściekła jesteś na cały świat,
bo on się bawi, gdy tobie chce się wyć.
Jak pozamiatać z życia okruchy szkła?
Gdy nie wystarczy tylko wstać i wyjść...
Kamienne niebo, i dojmujący chłód
za oknem wciąż nieznani ludzie
Niedoskonałe życie wymyślił Bóg,
życie, co się opierać ma na cudzie.
W telewizji mówią „Będzie deszcz”,
zagryzasz wargi wychodząc na schody.
Bo przecież dobrze o tym teraz już wiesz:
na twoje życie to prognoza pogody...
I znów wściekła jesteś na cały świat,
gdy on się bawi, a tobie chce się wyć.
Jak pozamiatać z życia okruchy szkła?
A może wstać i wyjść?...
czwartek, 2 lutego 2012
Mróz
Wyż przyszedł ze wschodu,
Jak zwykle.
Zamarzły już samochody,
i motocykle.
Zwyczajny wyż baryczny,
no cóż.
Przestraszył mnie nieetycznie,
i już.
Bo niby noc jest taka piękna,
Księżyc, Cefeusz, Wielki Wóz,
a jednak w środku taki lęk mam...
Bo jednak mróz to mróz...
Być może mnie zmrozi,
tak bywa.
A ja nie lubię być chłodny
jak ryba.
Zwyczajny niby mróz fizyczny,
jak zwykle, poniżej zera.
Ciepła pozbawia mnie dramatycznie!
Cholera...
Więc proszę dziś synoptyków,
dajcie mi Egipt, czy Kretę...
Boje się mrozu wyników...
Lubię być ciepłym facetem...
Jak zwykle.
Zamarzły już samochody,
i motocykle.
Zwyczajny wyż baryczny,
no cóż.
Przestraszył mnie nieetycznie,
i już.
Bo niby noc jest taka piękna,
Księżyc, Cefeusz, Wielki Wóz,
a jednak w środku taki lęk mam...
Bo jednak mróz to mróz...
Być może mnie zmrozi,
tak bywa.
A ja nie lubię być chłodny
jak ryba.
Zwyczajny niby mróz fizyczny,
jak zwykle, poniżej zera.
Ciepła pozbawia mnie dramatycznie!
Cholera...
Więc proszę dziś synoptyków,
dajcie mi Egipt, czy Kretę...
Boje się mrozu wyników...
Lubię być ciepłym facetem...
środa, 1 lutego 2012
Taki pies, np.
Jak to jest,
że gryzie pies
wszystko, tak jak leci.
Co spod psa wystaje,
spokoju nie daje
i zęby nęci.
A potem tylko kilka gniewnych słów,
nieprzeczytana gazeta, kąt.
Warto chyba było.
I będzie też miło
znów wziąć
coś na ząb.
że gryzie pies
wszystko, tak jak leci.
Co spod psa wystaje,
spokoju nie daje
i zęby nęci.
A potem tylko kilka gniewnych słów,
nieprzeczytana gazeta, kąt.
Warto chyba było.
I będzie też miło
znów wziąć
coś na ząb.
niedziela, 29 stycznia 2012
Piosenka atrakcyjna
W antrakcie zaśpiewana
piosenka atrakcyjna
nikomu jest nieznana
i w treści swojej dziwna.
Piosenka atrakcyjna,
jak dziewczę cud urody.
Piosenka atrakcyjna,
jak śmietankowe lody.
Piosenka atrakcyjna,
jak wycieczka do Egiptu.
Tak prosto jest linijna,
jak linijka reskryptu...
I nawet bym zaśpiewał,
przynajmniej song niewinny...
Lecz w lustro patrzę... Kurczę...
Nie jestem atrakcyjny!
piosenka atrakcyjna
nikomu jest nieznana
i w treści swojej dziwna.
Piosenka atrakcyjna,
jak dziewczę cud urody.
Piosenka atrakcyjna,
jak śmietankowe lody.
Piosenka atrakcyjna,
jak wycieczka do Egiptu.
Tak prosto jest linijna,
jak linijka reskryptu...
I nawet bym zaśpiewał,
przynajmniej song niewinny...
Lecz w lustro patrzę... Kurczę...
Nie jestem atrakcyjny!
sobota, 28 stycznia 2012
Prawie zapomniałem! Więc powtórnie :) Jabberwocky!
Urodziny Lewisa Carrolla! co za afront, że wczoraj zapomniałem! A więc, po raz kolejny (niech bedzie, że nabijam posta):
Jabberwocky
Twas brillig, and the slithy toves
Did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves,
And the mome raths outgrabe.
"Beware the Jabberwock, my son!
The jaws that bite, the claws that catch!
Beware the Jubjub bird, and shun
The frumious Bandersnatch!"
He took his vorpal sword in hand:
Long time the manxome foe he sought--
So rested he by the Tumtum tree,
And stood awhile in thought.
And as in uffish thought he stood,
The Jabberwock, with eyes of flame,
Came whiffling through the tulgey wood,
And burbled as it came!
One, two! One, two! and through and through
The vorpal blade went snicker-snack!
He left it dead, and with its head
He went galumphing back.
"And hast thou slain the Jabberwock?
Come to my arms, my beamish boy!
O frabjous day! Callooh! Callay!"
He chortled in his joy.
'Twas brillig, and the slithy toves
Did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves,
And the mome raths outgrabe.
Dżarłakiada
Brązdniało, a ślizkrętu krzty
Świdrokręciały wśród dróżbały;
Lichały borogowe ćpy,
I chrząrzał świsświat cały.
„Bacz na Dżarłaka, synu mój.
Szponów co tną, kąśliwych kłów,
I na Dzibdziaba nie idź w bój
Co wraz z Kłapaczem ksępi znów.”
Swój szatkosłowny miecz wziął w dłoń-
Przy pniu się wtrzymał Łubudębu.
Nim się za wrogiem pocznie goń,
Czas porozplatać myśli z kłębów.
Gdy z myślotoni się wynurza,
Tompa już dziarźnie przez ciemżyny
Dżarłak, i skry mu z oczu pruszą,
A z gardła bulkomioty śliny.
I rach, i ciach! I bum, i bęc!
Odgrąbał się od cielska łeb!
Z czerepem tym z powrotem więc
Potętnił tryumfalnie w step.
„Tyś to z Dżarłaka wydarł cień?
W objęcia chodź promyczku mój!
Bajcudny dzień! Ho! Ho! Hej! hej!"
Śmiachotu z ojca tryskał zdrój.
Brązdniało, a ślizkrętu krzty
Świdrokręciały wśród dróżbały;
Lichały borogowe ćpy,
I chrząrzał świsświat cały.
Jabberwocky
Twas brillig, and the slithy toves
Did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves,
And the mome raths outgrabe.
"Beware the Jabberwock, my son!
The jaws that bite, the claws that catch!
Beware the Jubjub bird, and shun
The frumious Bandersnatch!"
He took his vorpal sword in hand:
Long time the manxome foe he sought--
So rested he by the Tumtum tree,
And stood awhile in thought.
And as in uffish thought he stood,
The Jabberwock, with eyes of flame,
Came whiffling through the tulgey wood,
And burbled as it came!
One, two! One, two! and through and through
The vorpal blade went snicker-snack!
He left it dead, and with its head
He went galumphing back.
"And hast thou slain the Jabberwock?
Come to my arms, my beamish boy!
O frabjous day! Callooh! Callay!"
He chortled in his joy.
'Twas brillig, and the slithy toves
Did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves,
And the mome raths outgrabe.
Dżarłakiada
Brązdniało, a ślizkrętu krzty
Świdrokręciały wśród dróżbały;
Lichały borogowe ćpy,
I chrząrzał świsświat cały.
„Bacz na Dżarłaka, synu mój.
Szponów co tną, kąśliwych kłów,
I na Dzibdziaba nie idź w bój
Co wraz z Kłapaczem ksępi znów.”
Swój szatkosłowny miecz wziął w dłoń-
Przy pniu się wtrzymał Łubudębu.
Nim się za wrogiem pocznie goń,
Czas porozplatać myśli z kłębów.
Gdy z myślotoni się wynurza,
Tompa już dziarźnie przez ciemżyny
Dżarłak, i skry mu z oczu pruszą,
A z gardła bulkomioty śliny.
I rach, i ciach! I bum, i bęc!
Odgrąbał się od cielska łeb!
Z czerepem tym z powrotem więc
Potętnił tryumfalnie w step.
„Tyś to z Dżarłaka wydarł cień?
W objęcia chodź promyczku mój!
Bajcudny dzień! Ho! Ho! Hej! hej!"
Śmiachotu z ojca tryskał zdrój.
Brązdniało, a ślizkrętu krzty
Świdrokręciały wśród dróżbały;
Lichały borogowe ćpy,
I chrząrzał świsświat cały.
niedziela, 15 stycznia 2012
Jasełka
Tak nam minęły Święta, Piwnicy i mnie, rozpoczął się WOŚP, i zabrakło czasu na Jasełka. Przedstawianie ich teraz mijałoby się z sensem, tym bardziej ze stan mojego internetu nie gwarantuje prawidłowego przygotowania przedstawienia. Wiec w tym roku (jasełkowym) jedynie tekst. Mam nadzieję, że w roku 2012 uda się je zorganizować na czas. A jeśli nastąpi wcześniej koniec świata, to przyznacie, nie jest to zależne od autora!
JASEŁKA 2011/12:
Wstęp
(z offu zapowiedź):
NARRACJA:
Witamy Państwa ze sceny dramatycznej Piwnicy pod Aniołami w Second Life.
(w tle „Last Christmas” albo inna ikona)
(Napisy początkowe na ciemnym tle, rozjaśnienie, widoczna pusta scena, od lewej do prawej przechodzi HEROD z rękami założonymi na plecach. Staje w centrum.)
HEROD:
Nie jest dobrze... W horoskopie
Stało, że mnie ktoś wykopie...
Właśnie dziś się rodzić będzie,
Jak podaje prasa wszędzie.
Wszystko przez to becikowe,
Wkrótce wlezie mi na głowę
Świeżo urodzony, liczny
Nowy wyż demograficzny.
Zbliżenie, plan amerykański.
Stracę swoje stanowisko,
Fotel, palmę, słowem - wszystko.
Już nad głową mą kostucha,
Król to dożywotnia fucha...
(Słychać dźwięk spadającego ostrza gilotyny, rozjaśnienie i powrót do następnej sceny. Tej niezgilotynowanej.)
Scena I
(Recepcja hotelowa. Stoją GOSPODARZ i JÓZEF. MARIA w ciąży stoi z boku sceny, objuczona bagażami. W tle pastorałka, mniej amerykańska.)
GOSPODARZ:
Jakże pomóc? Nie da rady,
sam pan widzisz, tyłek blady.
Mam totalne obłożenie,
wszak to Boże Narodzenie.
Ci na narty, ci na grilla,
nawet się nie zmieści szpila.
Nie ma miejsca, królu złoty,
widzisz, ile mam roboty.
Trzeci dzień urwanie głowy,
wszak to sezon urlopowy!
JÓZEF:
Sam rozumiem, koniec roku...
Ale choć z aneksem pokój?
Jakiś stolik, jakaś ławka,
ze dwa łóżka i dostawka?
Miejże litość, święta zaraz,
przecież nas jest tylko para.
Ja już przecież ledwo zipię,
a niewiasta się rozsypie...
GOSPODARZ:
Ano właśnie, dla dwóch osób,
a już trzecie chce do głosu...
Niech wam będzie, obok bramy
jest kontener budowlany.
Pusty całą zimę stoi,
więc wynajmę, mili moi.
Robię to zasadom wbrew,
bo ten barak - istny chlew...
Zbliżenie na MARIĘ
MARIA:
Spytaj, może mają śledzie?
Ja urodzić mogę w biedzie,
nawet w stajni, czy w oborze...
nawet tam nie będzie gorzej!
JÓZEF:
Żeby to nie była córka...
Kiszonego chcesz ogórka?
Gdyby nie o dziecko troska...
Ech, marudzisz! Matko Boska!
(GOSPODARZ drepcze za scenę. Za nim JÓZEF, a za nimi MARIA z bagażami. Za nimi Dean Martin śpiewający „Let it snow”.)
Scena II
(Pastuszkowie siedzą przy rozgrzanej kozie i piją tanie wino „Gocha”. Owce śpiewają „Bracia, patrzcie jeno.)
PASTERZ I: drapie się po tyłku
Wszyscy siedzo w ciepłej chacie,
ino u nas zimne gacie.
Innym ludziom izba sucha,
a nam śnieg i zawierucha.
PASTERZ II: dłubie w nosie
Ale się na lepsze zmienia
względem picia i jedzenia,
a heroldy też gadały,
że już jachty potaniały.
PASTERZ III: obgryza paznokcie u stóp
Może nam zaświeci gwiazda,
i z juhasa będzie gazda.
Dotąd nędza tylko z bidą...
Derechtory jakieś idą!
(Wchodzi ANIOŁ Z GWIAZDĄ BETLEJEMSKĄ i Trzej Królowie. Gwiazda jest chińskiej produkcji, z pozytywką grającą „Mędrcy świata, monarchowie”).
ANIOŁ Z GWIAZDĄ BETLEJEMSKĄ:
Kończyć flaszkę pastuszkowie!
Postawiony świat na głowie,
Bóg się rodzi, moc truchleje,
a tu jeden z drugim chleje!
Wstawać, wstawać bezbożnicy,
delegacja z zagranicy,
zawitała do Dzieciątka
na osiołkach i wielbłądkach.
Dary wiozą, kolędują,
wraz ze światem się radują.
Scena III
(Stajenka lub chlew, dużo siana, pewnie robotnicy budowlani na gumiakach nanieśli. Siedzą JÓZEF i MARIA, w kastrze budowlanej leży DZIECIĄTKO. DZIECIATKO niczego nie śpiewa, chór lekarzy położników i urzędników ZUS śpiewa „Wśród nocnej ciszy”)
JÓZEF:
Ktoś nadchodzi w nocnej ciszy,
ze zmęczenia ledwo dyszy.
Widać przeszedł szmat już drogi,
bowiem ciężko stawia nogi.
O! To większa ludzi chmara...
Goście do nas idą, Stara!
Jam ich tutaj nie zaprosił,
wieść tak szybko się roznosi...
No to nowy jest ambaras,
pępkowiny zrobić zaraz.
Anioł z przodu, cudów ni ma,
a ten obok mirrę trzyma
I koronę ma na głowie...
Jezus! Maria! To królowie!
Proszę! Witam was ochotnie!
Gość w dom, Bóg w dom!
...lub odwrotnie...
Trzej Królowie włażą jak do chlewu, i to własnego!
KACPER:
Przynosimy tutaj dary,
Mirrę, złoto, zioła, tiary
MELCHIOR:
Pieprz, wanilię, cześć, pokłony,
Stułbie oraz jamochłony.
OBAMA:
Czyli wszystko, co na świecie,
bo zasłuży sobie Dziecię.
A od siebie, też dołożę
chiński jedwab, włoski orzech,
norweskiego Nobla, o który był lament
i złotem zdobiony Najnowszy Testament.
JÓZEF:
Przyjmuję, w imieniu
Dziecka, co tu leży,
choć nie jestem ojcem,
bądźmy jednak szczerzy...
I za to ja krytyk
wcale się nie boję.
Jak się urodziło,
wychowam jak swoje!
Scena IV
(Zbliżenie na BARANA, OSŁA i WOŁKA. Niczego nie śpiewają, bo jeszcze nie ma północy. Ale wyglądają na bardzo poruszone tą perspektywą.)
BARAN, OSIOŁ i WOŁEK:
Śmieszna noc, noc dziwna.
Nawet owca jest wyrywna,
i gada, bo tak ją ponosi
by ludzkim głosem nowe głosić...
MARIA tuli DZIECIĄTKO, kołysze i nuci.
MARIA:
Dookoła noc zapada,
Gwiazdy skrzą się w śniegu.
Trzeba życie poukładać
Całkiem po nowemu.
Bo nie było wcześniej tego,
Coś nam przyniósł dzisiaj.
Śpij drobino, śnij dziecino,
Mrok na drzewach przysiadł.
Lulajże mi, lulaj,
nowe czasy dnieją,
Tyś jest naszym nowym życiem,
i nowa nadzieją.
ANIOŁ Z GWIAZDĄ BETLEJEMSKĄ:
Sen, mara, Bóg, wiara,
Betlejem, Warszawa czy Kutno.
To taka noc, co niesie moc,
Nikomu nie będzie już smutno.
Zaświeci nadzieja i przyszłość się stanie,
Dla starców, dojrzałych i dzieci
I w duszy to granie jak nocą latarnie,
I gwiazda, co jasno wciąż świeci...
JASEŁKA 2011/12:
Wstęp
(z offu zapowiedź):
NARRACJA:
Witamy Państwa ze sceny dramatycznej Piwnicy pod Aniołami w Second Life.
(w tle „Last Christmas” albo inna ikona)
(Napisy początkowe na ciemnym tle, rozjaśnienie, widoczna pusta scena, od lewej do prawej przechodzi HEROD z rękami założonymi na plecach. Staje w centrum.)
HEROD:
Nie jest dobrze... W horoskopie
Stało, że mnie ktoś wykopie...
Właśnie dziś się rodzić będzie,
Jak podaje prasa wszędzie.
Wszystko przez to becikowe,
Wkrótce wlezie mi na głowę
Świeżo urodzony, liczny
Nowy wyż demograficzny.
Zbliżenie, plan amerykański.
Stracę swoje stanowisko,
Fotel, palmę, słowem - wszystko.
Już nad głową mą kostucha,
Król to dożywotnia fucha...
(Słychać dźwięk spadającego ostrza gilotyny, rozjaśnienie i powrót do następnej sceny. Tej niezgilotynowanej.)
Scena I
(Recepcja hotelowa. Stoją GOSPODARZ i JÓZEF. MARIA w ciąży stoi z boku sceny, objuczona bagażami. W tle pastorałka, mniej amerykańska.)
GOSPODARZ:
Jakże pomóc? Nie da rady,
sam pan widzisz, tyłek blady.
Mam totalne obłożenie,
wszak to Boże Narodzenie.
Ci na narty, ci na grilla,
nawet się nie zmieści szpila.
Nie ma miejsca, królu złoty,
widzisz, ile mam roboty.
Trzeci dzień urwanie głowy,
wszak to sezon urlopowy!
JÓZEF:
Sam rozumiem, koniec roku...
Ale choć z aneksem pokój?
Jakiś stolik, jakaś ławka,
ze dwa łóżka i dostawka?
Miejże litość, święta zaraz,
przecież nas jest tylko para.
Ja już przecież ledwo zipię,
a niewiasta się rozsypie...
GOSPODARZ:
Ano właśnie, dla dwóch osób,
a już trzecie chce do głosu...
Niech wam będzie, obok bramy
jest kontener budowlany.
Pusty całą zimę stoi,
więc wynajmę, mili moi.
Robię to zasadom wbrew,
bo ten barak - istny chlew...
Zbliżenie na MARIĘ
MARIA:
Spytaj, może mają śledzie?
Ja urodzić mogę w biedzie,
nawet w stajni, czy w oborze...
nawet tam nie będzie gorzej!
JÓZEF:
Żeby to nie była córka...
Kiszonego chcesz ogórka?
Gdyby nie o dziecko troska...
Ech, marudzisz! Matko Boska!
(GOSPODARZ drepcze za scenę. Za nim JÓZEF, a za nimi MARIA z bagażami. Za nimi Dean Martin śpiewający „Let it snow”.)
Scena II
(Pastuszkowie siedzą przy rozgrzanej kozie i piją tanie wino „Gocha”. Owce śpiewają „Bracia, patrzcie jeno.)
PASTERZ I: drapie się po tyłku
Wszyscy siedzo w ciepłej chacie,
ino u nas zimne gacie.
Innym ludziom izba sucha,
a nam śnieg i zawierucha.
PASTERZ II: dłubie w nosie
Ale się na lepsze zmienia
względem picia i jedzenia,
a heroldy też gadały,
że już jachty potaniały.
PASTERZ III: obgryza paznokcie u stóp
Może nam zaświeci gwiazda,
i z juhasa będzie gazda.
Dotąd nędza tylko z bidą...
Derechtory jakieś idą!
(Wchodzi ANIOŁ Z GWIAZDĄ BETLEJEMSKĄ i Trzej Królowie. Gwiazda jest chińskiej produkcji, z pozytywką grającą „Mędrcy świata, monarchowie”).
ANIOŁ Z GWIAZDĄ BETLEJEMSKĄ:
Kończyć flaszkę pastuszkowie!
Postawiony świat na głowie,
Bóg się rodzi, moc truchleje,
a tu jeden z drugim chleje!
Wstawać, wstawać bezbożnicy,
delegacja z zagranicy,
zawitała do Dzieciątka
na osiołkach i wielbłądkach.
Dary wiozą, kolędują,
wraz ze światem się radują.
Scena III
(Stajenka lub chlew, dużo siana, pewnie robotnicy budowlani na gumiakach nanieśli. Siedzą JÓZEF i MARIA, w kastrze budowlanej leży DZIECIĄTKO. DZIECIATKO niczego nie śpiewa, chór lekarzy położników i urzędników ZUS śpiewa „Wśród nocnej ciszy”)
JÓZEF:
Ktoś nadchodzi w nocnej ciszy,
ze zmęczenia ledwo dyszy.
Widać przeszedł szmat już drogi,
bowiem ciężko stawia nogi.
O! To większa ludzi chmara...
Goście do nas idą, Stara!
Jam ich tutaj nie zaprosił,
wieść tak szybko się roznosi...
No to nowy jest ambaras,
pępkowiny zrobić zaraz.
Anioł z przodu, cudów ni ma,
a ten obok mirrę trzyma
I koronę ma na głowie...
Jezus! Maria! To królowie!
Proszę! Witam was ochotnie!
Gość w dom, Bóg w dom!
...lub odwrotnie...
Trzej Królowie włażą jak do chlewu, i to własnego!
KACPER:
Przynosimy tutaj dary,
Mirrę, złoto, zioła, tiary
MELCHIOR:
Pieprz, wanilię, cześć, pokłony,
Stułbie oraz jamochłony.
OBAMA:
Czyli wszystko, co na świecie,
bo zasłuży sobie Dziecię.
A od siebie, też dołożę
chiński jedwab, włoski orzech,
norweskiego Nobla, o który był lament
i złotem zdobiony Najnowszy Testament.
JÓZEF:
Przyjmuję, w imieniu
Dziecka, co tu leży,
choć nie jestem ojcem,
bądźmy jednak szczerzy...
I za to ja krytyk
wcale się nie boję.
Jak się urodziło,
wychowam jak swoje!
Scena IV
(Zbliżenie na BARANA, OSŁA i WOŁKA. Niczego nie śpiewają, bo jeszcze nie ma północy. Ale wyglądają na bardzo poruszone tą perspektywą.)
BARAN, OSIOŁ i WOŁEK:
Śmieszna noc, noc dziwna.
Nawet owca jest wyrywna,
i gada, bo tak ją ponosi
by ludzkim głosem nowe głosić...
MARIA tuli DZIECIĄTKO, kołysze i nuci.
MARIA:
Dookoła noc zapada,
Gwiazdy skrzą się w śniegu.
Trzeba życie poukładać
Całkiem po nowemu.
Bo nie było wcześniej tego,
Coś nam przyniósł dzisiaj.
Śpij drobino, śnij dziecino,
Mrok na drzewach przysiadł.
Lulajże mi, lulaj,
nowe czasy dnieją,
Tyś jest naszym nowym życiem,
i nowa nadzieją.
ANIOŁ Z GWIAZDĄ BETLEJEMSKĄ:
Sen, mara, Bóg, wiara,
Betlejem, Warszawa czy Kutno.
To taka noc, co niesie moc,
Nikomu nie będzie już smutno.
Zaświeci nadzieja i przyszłość się stanie,
Dla starców, dojrzałych i dzieci
I w duszy to granie jak nocą latarnie,
I gwiazda, co jasno wciąż świeci...
sobota, 31 grudnia 2011
WOŚP w SecondLife

"Obecnie trwa 20 Wielki Finał WOŚP w całej Polsce i na całym świecie. W wirtualnym świecie Second Life gramy po raz 5. Do tej pory w czterech dotychczasowych finałach zgromadziliśmy i przekazaliśmy na rzecz Fundacji w sumie 1 580 300 L$ i 362 zł. W tym roku Gramy z pompą! Zdrowa mama, zdrowy wcześniak, zdrowe dziecko, czyli na zakup najnowocześniejszych urządzeń dla ratowania życia wcześniaków oraz pomp insulinowych dla kobiet ciężarnych z cukrzycą. Wielki finał odbędzie się 8 stycznia 2012. Przyłącz się do nas!"
Hasło tej treści pojawiło się na polskim forum poświęconym Second Life - http://secondlife.pl. Przyłączam się do niego z piosenką :
Pogoda w ten zimowy dzień,
tak ciepła, choć styczniowa.
Więc komuś dzisiaj życie zmień,
niech zacznie żyć od nowa.
Niechaj nadzieję nową ma,
dla siebie i swych bliskich.
I niech nie martwi się co dnia,
gdy wokół ma nas wszystkich.
Ref:
Zagrajmy z pompą, tak na fest,
Nie wszystkim słońce świeci.
Nie zawsze cukier słodki jest
dla mam i dla ich dzieci.
Dzisiaj Orkiestra nasza gra,
co Ciebie ma w swym składzie
A cel ten sam każdego dnia:
By ktoś się smucił rzadziej.
Więc daj im dziś od siebie coś,
Bo dając zyskasz więcej,
Niech w środku Ci zaśpiewa głos
I serce daj za serce.
wtorek, 27 grudnia 2011
Jasełka 2011, zgodnie z umową, a własciwie wbrew onej, czyli czemu nie ma Jasełek w dniu dzisiejszym, vulgo- zapowiadanym.

O odpowiedź na pytanie zawarte w tytule pytajcie Gochy Merlin. Niech kombinuje. W zamian możecie sobie posłuchać płyty na razie, chyba jest jeszcze w ofercie www.merlin.pl . Osobiście polecam, słucham tego od kilku miesięcy wieczorami, można się pokiwać, pośpiewać, polać następnego...
piątek, 16 grudnia 2011
Jasełka 2011
Bez względu na wszystko, 27 grudnia na tej stronie ukażą się Jasełka, przygotowane dla Piwnicy pod Aniołami w polskim Second Life. Serdecznie zapraszam tak tych, co obejrzą Jasełka w Piwnicy, jak i tych, co niczego nie obejrzą, albowiem Jasełek w Piwnicy nie będzie :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)