czwartek, 24 stycznia 2013

"Pod Świerkiem"

Pijemy wódkę,
z gwinta, „Pod Świerkiem”.
Czas odrobinę się dłuży.
Życie za krótkie
choć na przepierkę,
więc lepiej oko przymrużyć.
Siedzę przy stole,
skanuję wokół,
choć jednym okiem na razie.
Chyba tak wolę.
Dla dwojga oczu
za dużo chyba wrażeń.

Knajpa „Pod Świerkiem”,
mecyje wielkie,
ot, kilka stołów i szynkwas.
A barman w ręku
ma brudną ścierkę.
Bo czysta, to już rarytas...

Łysawy facet
z wielkim kałdunem
na swój zasiłek rwie laski.
Choć nie ma pracy,
dobrze się czuje.
Od jutra ma wikt w Caritasie.
A obok student,
z politologii,
grzebie paluchem w portfelu.
Starczy na piwo.
Gorzej już było.
Gorzej już było dla wielu.

Knajpa „Pod Świerkiem”,
mecyje wielkie,
ot, kilka stołów i lustro.
A barman w ręku
ma brudną ścierkę.
Bo bez niej czułby się pusto...

Pijemy wódkę,
z gwinta, „Pod Świerkiem”.
Za kilka złotych od łebka.
To może smutne,
ale co więcej
może nas w życiu spotkać?
Siedzę przy stole,
Wiesiek już pod nim.
Takie są nasze rozrywki.
Chyba to wolę,
bo tak swobodniej
nad światem mi się myśli.

Knajpa „Pod Świerkiem”,
mecyje wielkie,
ot, kilka stołów i niebo.
A barman w ręku
ma brudną ścierkę.
Brudną jak nasza codzienność.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza