środa, 13 maja 2009

No devils, no fun :)

Tytuł brzmi może nieco przewrotnie, ale gdy ponownie przegrałem całą kasę w zyngo, naszły mnie głębsze przemyślenia. W moim przypadku "głębsze", to bardziej wysublimowane niż "jak dokupię siódme piwo, to będzie suuuuper!".
Czym jest hazard? Prostacką formą nadzwyczaj ludzkiej potrzeby marzeń. Zaczyna się ona już w przedszkolu, "Jak bendem duzy, to zostanem strazakiem!". "Jak zjem zupkę, dostanę loda", "jesli dobiegnę do kibelka, to tato weźmie mnie na barana i wyjdziemy na tę wysoką góre za śmietnikiem".
Od dziecka mamy pragnienia, i uczymy się, że można osiągnąć coś wielkiego, poświęcając niewiele. Bo w końcu i tak połowa tej zupki ląduje na bluzce mamy, a co mi szkodzi nie dobudować tej wieży z klocków, i tak się w końcu zawali, to ja sobie zobaczę Pana Sedesowego i zaraz wracam, a strażakiem i tak będę! Marzenia dotyczą rzeczy małych i dużych. I w zasadzie spełnienie każdego z nich powoduję u nas euforię. I uzależnienie....
Ale co by się stało, gdyby każde z naszych marzeń się spełniało?! Wszak to horror! Zniknąłby dreszczyk emocji, towarzyszący oczekiwaniu na spełnienie! Wszak większość z nas zna to napięcie związane z pierwszą randką! "Czy da się potrzymać za rękę?", "Może znów rozchyli jej się bluzka!", "Daj Boże, żeby już był ten przelew na koncie, spalę się, jeśli znów ona będzie płacić!!"...
A co potem? A potem to samo, tylko w innym wymiarze. Plama na poduszce przypominająca Claudię Schieffer, oraz ta nowa z księgowości, z TAKIM biustem! Nasza Pani może być obiektem pożądania połowy osiedla, ale to przecież TYLKO Nasza Pani... I tak dziwne, że nie boli ją dziś głowa.
Więc czekajmy na szóstkę w Lotto, na wielki contest zyngo, na randkę z Karoliną Gruszką. Przecież najpiękniejsze marzenia to te, które nam się jeszcze nie spełniły...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza