
Organizatorzy wystawy powinni dostać solidnego kopa w dupę. W jednej, niewielkiej sali zgromadzili bowiem prace pasujące do siebie jak wół do karety, ponadto zmieszali je bez zwrócenia uwagi, że część z nich wyśmienicie komponowałaby się jako całość. Kilka, płaskich jak biust mojej narzeczonej z przedszkola, tekstur, szarych i bezbarwnych w naszym 3D świecie, będących zapewne oryginalnymi pracami realowymi, przemieszano bez żadnej koncepcji z wieloprimowymi barwnymi kompozycjami, w sposób wręcz fantastyczny wpisującymi się w TO, co bez wahania można nazwać SZTUKĄ Second Life. I jedyne, co mogę zarzucić autorowi, to fakt że na owe przetasowanie zezwolił.

Wykorzystanie skryptów animacyjnych wpisanych we fragmenty rzeźb wzbogaciło ich statyczny przekaz, tajemnicze piękno obrazu zamienionego w mobilną bryłę zachwyciło mnie w równym stopniu co zniesmaczył sposób ich ekspozycji. Inne trójwymiarowe instalacje także mogły się podobać, nie miały w sobie surowości prac Kobro, raczej jakąś niemal nieuchwytną radość procesu tworzenia. Nie znam się kompletnie na sztukach plastycznych, lecz muszę przyznać że wystawa Scottiusa Polke wywarła na mnie spore wrażenie, a kilka z prac z przyjemnością zakupiłbym do swego salonu, by móc stale kontemplować ich koloryt zawarty w głębi bryły. 650 L$ za posiadanie w swoim choćby wirtualnym domu PRAWDZIWEJ SZTUKI to cena zgoła niewygórowana. Jestem nawet gotów wybaczyć Autorowi niewybredne macanie Hacusia....

METROPOLIS! Podziw, szczery podziw dla twórców inscenizacji, będącej odtworzeniem scenariusza do filmu Fritza Langa z 1927 roku!!! Kolejny raz sztuka niema potwierdziła swą wielkość, tak dzięki imponującym swym majestatem (i wiernością oryginałowi) dekoracjom, jak i sposobem przedstawienia widzowi samej akcji. Jako osoba niechętna eksperymentom voice’owym i kochająca surowy obraz i przekaz pisany byłem prawdziwie usatysfakcjonowany. Byliśmy przerzucani od sceny do sceny olbrzymiej scenografii, zadbano by widz nie czekał na zmianę zastawek, więc akcja toczyła się bez przerw technicznych. Oglądałem wcześniej bodaj dwie wersje filmu Langa, i muszę przyznać że SLowa inscenizacja nie wypadła na ich tle mdło, wprost przeciwnie, przez dyskretne operowanie kolorem oraz wspomnianą sztuczkę techniczną „wędrującej za akcją widowni” w jakiś sposób wzbogacała przekaz. Jako miłośnikowi steampunk, nie mogło mi się to nie podobać. Niestety, coś za coś, ogrom przedsięwzięcia odbił się na możliwościach technicznych medium, innymi słowy byłem stale na granicy możliwości technicznych mojej karty graficznej oraz prędkości łącza... Ponad 30 osób na simie i tysiące primów dekoracji robią swoje. A więc wielkie brawa dla autorów przedstawienia, i zarazem żal, że przeznaczone było jednak jedynie dla posiadaczy mocarnych komputerów. Więc może kiedyś, w przyszłości, za to z prawdziwym wyczekiwaniem! A póki co, proponuję wszystkim obejrzenie oryginalnego filmu, też warto.
