piątek, 12 czerwca 2009

Na rozstaju dróg

Doszedłem do wniosku, że stanąłem na rozstaju dróg. Właśnie skończyłem dwa lata w SL, a to wiek całkiem zaawansowany. A do czego doszedłem?
Do niczego. Ścieżka awansu doprowadziła mnie do stanowiska kardynała, co wiąże się z podwyżką cen za śluby i gustownym wdziankiem. Wyżej nie podskoczę, bo jak? Konklawe z udziałem jednego kardynała byłoby nieetyczne, a zostać królem wzorem Jana Kazimierza? :( Nawet nie wiem, czy nie musiałbym się ożenić z Uzi, a przecież mam już najlepszą z możliwych żon... W zasadzie nie mam nic do Uzi, ale do Uzi jako istoty ludzkiej, bo jako do żony z pewnością bym coś znalazł. Choćby to, że zna więcej trudnych słów niż ja... Zresztą, czy Uzi chciałaby być Marią Ludwiką Gonzaga?! To fonetycznie niewygodne...
Więc królowanie odpada, zresztą takie królestwo to drogi interes, droższy niż rzyganie po niebieskim Johnny Walkerze w hallu Marii Magdaleny (obok wrocławskiego Rynku, jak ktoś nie rzygał).
DJ-em nie zostanę, bo mam głos gorszy od Jarosława Kaczyńskiego, i kontrowersyjny gust muzyczny. Escort... To też nie dla mnie, dobrzy klienci wymagają dobrej znajomości języków. Real nieźle daję sobie radę z językiem, ale na Boga, nie w mowie i piśmie!
Pozostaje mi chyba wieczorne chodzenie po klubach, jakieś Guano się ostatnio ogłasza. Może zostanę misterem któregoś wieczoru?...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza