poniedziałek, 22 listopada 2010

Jaromír Nohavica - Mikymauz- Moja interpretacja

Kiedy mnie ranek budzi, chwytam się za nadgarstek
I tętno wciąż mi bije, więc mam w niebycie pauzę
Lub może już umarłem, lecz w butach pastowanych
Taki jest ten mój ranek, gdy życie nie pisane...

Nic nie jest tym, czym ma być, i jest też niczym nigdzie
Nikt nie jest nikim innym, więc sobą być mu przyjdzie
I możesz jak Don Kichot Rosynanta siodłować
Bo oślepł nam już Pan Bóg, losem nie chce kierować...

Podłączam więc telefon , a on mi smutki same-
Bolesne wiadomości, jak ABW nad ranem
Przecież już niemal żyję, lecz w połowie śpię jeszcze,
I w uśmiech Myszki Miki na twarzy się wytrzeszczę...
Chcę skreślić ranki...

Ktoś miły w radio puścił Chicka Corea
Radośnie mi w tym grobie jak cholera
Stojąc do tego truchła mam oczy podkrążone
A świtu pierwsze blaski nie dla mnie przeznaczone...

Ty ciągle gadasz o tym, co robić dziś musimy
Wgłębienia w prześcieradle już zimną są tkaniną
nie warto szukać przyczyn, i czyją to jest winą
Że wspólne życie jakiś drwal nam porozcinał...

Już łóżko podzielone na dwa odrębne kraje
Kolczastych drutów tylko brakować się wydaje
We śnie jestem spokojny i inne coś mnie wzrusza
Bo miałem we śnie miłość, a teraz pusta dusza
Chcę skreślić druty...

Przeklęta ta godzina, i każda z niej minuta
Gdy czarne nie jest czarne, białe nie białym tutaj
Kiedy już nocy nie ma, lecz dzień też się nie kwapi
Gdy ból bez znieczulenia nam się trafi...

I trafia mnie to z nagła, na oślep, stalą w kroczu
Nie śpiąc ani czuwając, ale tak bym to poczuł
W kłębek skulony słucham twych łez tak ciche pieśni
Na życie już za późno, na śmierć jednak za wcześnie...

To co już wczoraj było na nic dziś się nam nie zda się
Bo kawa już wypita i żadnej już w zapasie
I nic już się nie zdarzy, choć się zdarzają rzeczy
I kromka z masłem zawsze na tę stronę musi zlecieć...
Chcę skreślić masło...

Mówisz mi o nadziei, i słowa Ci się plączą
Jak obce satelity gdy Ziemię śledzą rączo
Już chciałem się rozebrać, lecz jaki sens jest z tego...
Gadałem lat dwadzieścia, a pożytku żadnego...

Na plakacie w kibelku tłuste oglądam świnie
A woda spłucze wszystko, i wszystko już przeminie
Bo wszystko powiedziane i w szambie gdzieś zatonie
A ja chcę tylko pożyć, i po tej szamba stronie...

Chwytam się za nadgarstek, i nagle jutro wstaje
A budzik swą poranną, radosną pieśń nadaje
Jeszcze się nie zbudziłem, ni się we śnie nie kłębię
Roześmiał bym się, ale Myszka Miki na gębie...
Chcę skreślić miłość...

Kiedy mnie ranek budzi, chwytam się za nadgarstek
I tętno wciąż mi bije, więc mam w niebycie pauzę
Lub może już umarłem, lecz w butach pastowanych
Taki jest ten mój ranek, gdy życie nie pisane...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza