sobota, 6 października 2012

Nie rozumiem!

Od lat mnie ściga pewien argument,
przyznaję, dość logiczny, w sumie...
W dwóch wersjach jest: „Bo tak.” „Bo nie.”
Aż żyć mi odechciewa się...

Tak koleżanki, kochanki i żony
stawiają mnie przed nieodgadnionym.
Może by dały jakiś znak,
co jest „Bo nie.”, a co „Bo tak.”

Czasem już nawet coś zakumam.
Pewnie nad światem stoi łuna?
Może ślimaki śpią na wznak?
„Nie, nie ślimaki!” Czemu? „Bo tak!”

Jak mam ten fakt w w swym życiu unieść?
Skoro niczego nie rozumiem?...
Lecz coś da żyć mi, i pomoże -
przecież być może jeszcze gorzej:

O co Ci chodzi, kochanie moje?
Nie piję, w domu nic nie broję.
Kocham Cie stale, zamykam drzwi...
Powiedz mi o co chodzi Ci...

W temacie kobiet niewiele umiem,
Jak mnie wkurzają, zazwyczaj szumię.
Na niby niby, bardziej na złość,
bo jakże nie mieć mam Cię dość?:

„Za mało bywasz, zbytnio pracujesz,
pijesz za dużo i tym się trujesz!
Kochasz za mało, choć tulisz dość
Ja wiem... To właśnie mnie na złość...”

Po prostu kocham, ot, dopust Boży...
Z Tobą zjeść zupę, z Tobą położyć.
Z Tobą wytrzymać Twe swary wszelkie.
To poświęcenie jest niewielkie...

I wówczas zjawia się z powietrza
superformuła znacznie lepsza!
I zawsze mnie wyszuka w tłumie:
"Bo Ty niczego nie rozumiesz!”

Ja wciąż Cię kocham, moja kochana.
Kocham z wieczora, oraz z rana.
Lecz teraz, tak naprawdę, w sumie,
Ja Cię Kochanie nie rozumiem...

niedziela, 9 września 2012

Mała M.

Ta miłość trwała tak krótko, jak krótko kwitną magnolie. Raz tylko płynęła łódką w słowika nocnych symfoniach. Niedługi wstęp - na jedną noc, i rozwinięcia nie było... Ot, ledwo się zaczęła i zaraz skończyła się miłość. Zielona miłość. Zaczęła się i skończyła. Może czasu jej zabrakło na dorosłość. Mało jej było... Cóż, krótka miłość. Zwyczajna miłość, po prostu. Małe miłości są małe, współczuć im można jak jętkom. Bo szybko buchają żarem, a stygną tak samo prędko. Brak im jest czasu na pranie, zmywanie naczyń, rozmowy Do bani takie kochanie, które od jutra masz z głowy. Zielona miłość. Zaczęła się i skończyła. Może czasu jej zabrakło na dorosłość. Mało jej było... Cóż, krótka miłość. Zwyczajna miłość, po prostu.

Literatura palacza

Kupiłem w kiosku znowu, niestety,
fajki, zapałki oraz gazety.
Były w nich wojny, napady, hordy,
i celebryci, i inne mordy.
Lecz przeraziła mnie, nie udaję -
literatura na paczce fajek.
Czytałem wcześniej setki horrorów,
ale nie z musu, tylko z wyboru.
Subtelność tekstu wiała zamiecią,
czarno na białym na jedną trzecią.
Minister zdrowia na dedykacji
chce mnie przekonać do swoich racji:
Życzy mi raka, zawału serca
i impotencji mej chce bluźnierca.
Pisze też że do tego zmierzam,
by mieć coś w sobie, jak w tyłku jeża.
Że mi wątroba pęknie lub szelki,
czy inne wewnątrz duperelki.
Oraz dowodzi, że naukowcy
dawno nazwali mnie samcem owcy.
Ja się z nim zgadzam, jestem kretynem,
nie zaoszczędzę, wcześniej się zwinę,
kaszelek rankiem zamiast erekcji,
a potem sekcja mimo obiekcji.
Lecz wciąż winietkę zamieszcza nową
wpędzając w traumę mnie nerwową.
Wiec odstawiłem literaturę
co treści niesie dla mnie ponure.
Dymek mam w płucach, w słuchawkach blues,
życie mam w dupie, a w życiu luz...

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

O trzeciej nad ranem

W mym mieście o trzeciej nad ranem
latarnie tylko znaczą firmament.
Jakiś pijak opiera się o płot,
jakieś światło z okna rozprasza mrok.
Ktoś nie zdążył, ktoś inny zaczyna.
Czyjaś skarga i czyjaś wina.
W moim mieście, nim przyjdzie świt
nie jest szczęśliwy nikt.

I o tej porze, nie wiem czemu,
zaczyna się, co pewien czas,
ta moja koniunkcja z Wenus,
bo księżyc dawno zgasł.
Wciąż Cie szukam, choćbym miał Cię
na wyciągnięcie ręki swej.
O tej porze, tu w moim mieście
...śnię...

O trzeciej nad ranem w mym mieście,
nie ma kaca na razie, nareszcie...
Tramwaj huczy w studni ścian,
w głowie dudni dobrze znany stan.
Ktoś powraca, ktoś inny wychodzi.
Zapomniana gorzała się chłodzi...
W moim mieście, nim pojawi się dzień
pod latarniami cień.

A o tej porze, nie wiem po co
ja kocham Cię, co pewien czas.
Choć gwiazdy po deszczu się błocą,
a księżyca nie ma i u gwiazd...
I wciąż szukam, choć tak nienachalnie
miejsca tego pośród ulic stu,
o tej porze, tu w moim mieście
do snu...

piątek, 20 lipca 2012

Co tam...

Kiedy umrę, będzie mi głupio
Będzie sinozielono i trupio.
Czy przetrwa dusza, czy też w pył?
Co tam. I tak nie będę żył.
Może spadnie deszcz, lub zaświeci wszędzie.
Co tam...
Mnie już nie będzie.

Ref: Bo cóż to za życie w niebycie,
zachwycać nie może obficie.
Na jeden raz to za mało,
bo więcej, bo więcej się chciało...

Zakopią mnie pewnie lub spalą,
albo jeszcze coś udoskonalą.
Trupem stanę się totalnym,
martwo tak niepowtarzalnym...
Czy umrę może zimą, czy też w lecie...
Co tam...
Nie powtórzę się przecież.

Ref: Bo cóż to za życie w niebycie...

Będą inni na świecie wszędzie.
Tylko mnie już, cholera, nie będzie.
Choć, co tam, że nie będzie mnie,
choć tak bardzo, bardzo się chce.
Wszak nie żyło mi się dotąd doskonale...
Co tam!
Na złość nie umrę wcale!!!

Ref: Bo cóż to za życie w niebycie...

czwartek, 12 lipca 2012

Słowa

Gdy ktoś wymyślał słowa,
wymyślił nam ich dość.
Wymyślił „miłość”, „zdradę”,
„nienawiść” oraz „złość”.

„Codzienność” i „kochanie”,
„euforię”, „smutek”, „ból”.
Wymyślił „pieprz” i „taniec”,
a także „miód” i „sól”

Wymyślił „łzy” i „uśmiech”,
„wiatr”, „chmury” oraz „deszcz”,
„radosne” i „ponure”,
„słoneczne”. „Piękne” też.

Wymyślił „spokój”, „burzę”,
„grom z nieba” , „z rurki krem”.
Ale nie wiedział tego,
co ja o Tobie wiem.

Chociaż wymyślał stale
słowa, co wpadną w duszę,
to nie znał Ciebie wcale.
Więc sam Cię nazwać muszę...

piątek, 29 czerwca 2012

Ogłoszenie drobne

Dezyderat dzisiaj wnoszę
do facetów dobrej woli,
gdyż samotność mi doskwiera
oraz puste serce boli.
Chętnie komuś je otworzę
na dogodnych ustaleniach.
Lepiej jest w uczuciu gorzeć,
niż w lód serce swoje zmieniać.

Bo mnie trzeba chłopa,
wcale być nie musi
Mister Europa,
byle dał się skusić.
Bo mnie trzeba chłopa,
w słońcu i w dni dżdżyste
by ogródek skopał
i zaraz nie prysnął...

Wykształcenie - ważna sprawa
i maniery nienaganne.
Lecz ważniejsze, by się stawiał,
aby przetkać zlew i wannę.
Prać skarpetek on nie musi,
przeszłam kurs obsługi pralek,
byle nie tkwił przy mamusi,
za to przy mnie chciał tkwić stale.

Bo mnie trzeba chłopa,
co by chciał być skory
stanowić mi kłopot
rankiem i wieczorem.
Bo mnie trzeba chłopa
może być i z głową,
co by ze mną pożył
za średnią krajową.

Mam niewielkie wymagania,
niech już będzie jakikolwiek.
Gruby, łysy, kibic, maniak -
byle tylko nosił spodnie.
W zamian za to obiecuję
nie bić go oraz nie złościć.
Niech już będzie, bo zwariuję
z braku chłopa do miłości.

Bo mnie trzeba chłopa,
choćby na przychodne.
Mam dla niego etat
w ciepłe dni i w chłodne.
Bo mnie trzeba chłopa,
choćby tak pobieżnie.
Co na przykład opał
porąbie lub przerżnie...

piątek, 22 czerwca 2012

Home, sweet home

Wieczór - jak co dzień, wracam z roboty,
w stawie pływają moje koty.
„Późno wróciłeś” - mówi mi córka.
...a na podwórku wiewiórka.

Z nieba na ziemię potoki wody,
w kałuży nurza się krokodyl.
Słońcu pojawić się nie bronię...
...w słońcu przychodzą słonie...

Psy zaś zajęły się survivalem,
chyba nie wrócą na tę noc wcale.
Daleki jestem od krytyki,
przynajmniej przyszły dziki.

A w domu spokój, oaza ciszy.
Nawet pająki śpią, oraz myszy.
Pierwsze zmęczone pidżama party,
te drugie tak na żarty...

Miło do domu po pracy wrócić,
oddać się sjeście bądź czasem chuci.
Praca potrzebna, choć płacą marnie...
...lecz za to w domu jest normalniej...

czwartek, 31 maja 2012

Na podmiejskim przystanku

Na podmiejskim przystanku siedzą sobie dziewczyny.
Opalają kolana, wymieniają nowiny
W żwirze grzebią obcasem, zabijają minuty.
Była wiata, już nie ma.
Ktoś ją sprzedał do huty.
Bus przejechał ostatni, ten następny wieczorem.
Wszyscy chłopcy w Londynie, załapali się w porę.
Na podmiejskim dziewczyny siedzą sobie od rana,
jedna ma etat w sklepie,
inna też niekochana...

„Na żądanie” przystanek.
Twarze smętnie zaspane.
Żeby powód choć był do radości.
Może by tak do gminy?
Tam pogrzeby i chrzciny...
Trochę życia w tej codzienności

Asfalt cuchnie na słońcu na podmiejskich przystankach
a kurz w gardłach osiada, i dziewczynom na wiankach.
Kilku chłopcom pod sklepem także kurzy się z głowy.
Jeden czeka na sankcję,
reszta na warunkowym...
Przejechała karetka, przedstawiciel handlowy,
jeszcze tylko autobus i kolejny dzień z głowy.
Siedzą sobie dziewczyny, nogą kiwając luźno.
"Może ciążę niechcianą?
Zanim będzie za późno..."

„Na żądanie” przystanek.
Żadnych szans tu na zmianę.
Nawet nie ma o co się złościć.
Tylko dziewczyn tych szkoda,
bo tak krótko są młode
W Europie trzeciej świeżości...


---------------------------------------------------------
Świeży wierszyk co czwartek miedzy 22:00 a północą,
w audycji "W stronę Krainy Łagodności"
http://radio-aspekt.de

piątek, 18 maja 2012

Mam swoje sny

Sny są po to, by były.
By zwyczajnie się śniły,
żeby było inaczej niż co dzień.
Inne masz możliwości.
gdy pozwolisz snu pośnić.
A on wszystko ci sobą wynagrodzi.
Sny nas pieszczą i straszą,
to wzniecają, to gaszą.
Mamią inną ofertą na życie.
Ale jak im nie wierzyć,
skoro można w nich przeżyć
wszystko to, czego nie doświadczycie.

ref: Nie dbam, nie widzę, nie słyszę
co o mnie życie pisze.
Nie myślę, nie marzę, nie staram
się o to co stanie się zaraz.
Mam swoje sny...

Życie miłe czasami,
bo jesteśmy ci sami.
Chociaż w życiu problemów jest więcej.
Nie ratujesz tu świata,
zamiast porsche masz fiata.
Choć ogólnie, to jakoś się kręci.
Lecz gdy sen mi przerywa
budzikowa diatryba,
z sentymentem się drapię po zadku.
Bo tu czeka zastana
jawy nieubłagana
bezsensowna filozofia przypadku...

ref: Nie dbam, nie widzę, nie słyszę
co o mnie życie pisze.
Nie myślę, nie marzę, nie staram
się o to co stanie się zaraz.
Mam swoje sny..

piątek, 11 maja 2012

Niewinny, aczkolwiek spóźniony (piosenka [jeszcze] bez refrenu)

Jestem niewinny, choć się spóźniłem.
Tych parę minut, jedną chwilę.
Wiesz przecież doskonale,
że mogłem nie przyjść wcale.

Nieraz się jeszcze spóźnię do Ciebie.
Przed wyjściem zawsze się długo grzebię.
Świetnie to przecież wiesz.
A zresztą padał deszcz.

Zbieraj spóźnione moje minutki,
zmieścić w nich mógłby się smutek krótki.
Ja po to właśnie spóźniam się
by brakło czasu na to złe.

czwartek, 3 maja 2012

Proszę

Proszę,
dziś mnie nie dotykaj
mimo, że nasza muzyka
i że masz porsche
lecz proszę, dziś nie.
Nie dotykaj mnie.

Tak, mam zły dzień,
Nie wzdychaj.
I owszem, gulasz – pycha.
I upiecz więcej ciastek,
Czy kocham Cię? No jasne!
Lecz proszę Cię, dziś nie...
Nie dotykaj mnie.

Poczekaj kilka dni.
Że Ci się inna śni?
Sen, Bóg, mara, wiara,
Jestem za mądra, za stara...
-------------------------------------
Ja wszystko Ci poświecę
za cierpliwości więcej...