wtorek, 21 grudnia 2010

Na Rynku...

Siedzi pod murem facet z gitarą
Gra na straganie kwiatom
Pod tyłkiem derkę ma jakąś starą
Nad głową duszę rogatą

Czasem go w kostkę przechodzień kopnie,
Monetą nikt go nie wzrusza.
W tyłek z chodnika ciągnie okropnie...
A bus dostawczy zagłusza...

Cóż mu po jego talencie
Gdy szare tłumy obok płyną
Być może będzie miał choć to szczęście,
Że go gołębie ominą...

sobota, 18 grudnia 2010

Śnieg


Sypie śnieg, biały śnieg
W poprzek drogi jego ścieg
A Ty wzdłuż tej drogi brniesz
Poprzez mokry z śniegiem deszcz
Tak do mnie

Sypie śnieg, w biały świat
W białe pole, w biały sad
W białe drogi i ścieżyny
W zapomniane pajęczyny
Niezłomnie

Więc choć mnie on zasypie
Zima dla mnie jak lipiec
Bo choć sypie na mnie on
Jestem rad jak stado wron...
Ogromnie...

sobota, 27 listopada 2010

Piwniczna bossanova










Dziś o 20tej trzecia rocznica Piwnicy pod Aniołami, wpadajcie, nic nie jest tak miłe jak lag i crashe z powodu miłych gości :)



W Piwnicy
Czasami siada na Drewniaku ptak
A w ciszy
Słychać że komuś tu w duszy gra
I kolorowo

Wśród rzeczy
Zapala ogień się w środku dnia
Ptak skrzeczy
I na Drewniaka ... tralala
Bo tak jest zdrowo...

Mruczando:(ach, jakie powietrze, ja pieprzę...)

Piwnica
Zachwyca czasem, a czasem śpi
Krynicą bywa wśród beznadziejnych dni
Gdy się na świat obrazisz i życie chcesz mieć nowe
Wnet wpadaj do Piwnicy na piwniczną bossanovę...

poniedziałek, 22 listopada 2010

Jaromír Nohavica - Mikymauz- Moja interpretacja

Kiedy mnie ranek budzi, chwytam się za nadgarstek
I tętno wciąż mi bije, więc mam w niebycie pauzę
Lub może już umarłem, lecz w butach pastowanych
Taki jest ten mój ranek, gdy życie nie pisane...

Nic nie jest tym, czym ma być, i jest też niczym nigdzie
Nikt nie jest nikim innym, więc sobą być mu przyjdzie
I możesz jak Don Kichot Rosynanta siodłować
Bo oślepł nam już Pan Bóg, losem nie chce kierować...

Podłączam więc telefon , a on mi smutki same-
Bolesne wiadomości, jak ABW nad ranem
Przecież już niemal żyję, lecz w połowie śpię jeszcze,
I w uśmiech Myszki Miki na twarzy się wytrzeszczę...
Chcę skreślić ranki...

Ktoś miły w radio puścił Chicka Corea
Radośnie mi w tym grobie jak cholera
Stojąc do tego truchła mam oczy podkrążone
A świtu pierwsze blaski nie dla mnie przeznaczone...

Ty ciągle gadasz o tym, co robić dziś musimy
Wgłębienia w prześcieradle już zimną są tkaniną
nie warto szukać przyczyn, i czyją to jest winą
Że wspólne życie jakiś drwal nam porozcinał...

Już łóżko podzielone na dwa odrębne kraje
Kolczastych drutów tylko brakować się wydaje
We śnie jestem spokojny i inne coś mnie wzrusza
Bo miałem we śnie miłość, a teraz pusta dusza
Chcę skreślić druty...

Przeklęta ta godzina, i każda z niej minuta
Gdy czarne nie jest czarne, białe nie białym tutaj
Kiedy już nocy nie ma, lecz dzień też się nie kwapi
Gdy ból bez znieczulenia nam się trafi...

I trafia mnie to z nagła, na oślep, stalą w kroczu
Nie śpiąc ani czuwając, ale tak bym to poczuł
W kłębek skulony słucham twych łez tak ciche pieśni
Na życie już za późno, na śmierć jednak za wcześnie...

To co już wczoraj było na nic dziś się nam nie zda się
Bo kawa już wypita i żadnej już w zapasie
I nic już się nie zdarzy, choć się zdarzają rzeczy
I kromka z masłem zawsze na tę stronę musi zlecieć...
Chcę skreślić masło...

Mówisz mi o nadziei, i słowa Ci się plączą
Jak obce satelity gdy Ziemię śledzą rączo
Już chciałem się rozebrać, lecz jaki sens jest z tego...
Gadałem lat dwadzieścia, a pożytku żadnego...

Na plakacie w kibelku tłuste oglądam świnie
A woda spłucze wszystko, i wszystko już przeminie
Bo wszystko powiedziane i w szambie gdzieś zatonie
A ja chcę tylko pożyć, i po tej szamba stronie...

Chwytam się za nadgarstek, i nagle jutro wstaje
A budzik swą poranną, radosną pieśń nadaje
Jeszcze się nie zbudziłem, ni się we śnie nie kłębię
Roześmiał bym się, ale Myszka Miki na gębie...
Chcę skreślić miłość...

Kiedy mnie ranek budzi, chwytam się za nadgarstek
I tętno wciąż mi bije, więc mam w niebycie pauzę
Lub może już umarłem, lecz w butach pastowanych
Taki jest ten mój ranek, gdy życie nie pisane...

wtorek, 9 listopada 2010

Madelaine, czyli Emanuelle

Kiedy SL wrzucam
To zakłóca mi Madelaine
Święty spokój oraz sen
Freebiesowo śliczna,
Artystyczna ta Madelaine
Była już powodem wen.

Z dalekich stron
I z bliskich sfer
Naturellement
Przez komputer...
Gdy spyta ktoś
Kim dla mnie ona
Mam w gardle ość,
Drżenie w ramionach.

W modzie obeznana,
Dla nas ta Madelaine
Własną wyspę w głowie ma.
Rosną na niej wiersze
Więc po pierwsze jest Madelaine
Tkaczką co swe wiersze tka.

Pytają mnie.
Trudno. De rien.
„Którą byś chciał?”
Powiem że tę...
Choć dobrze wiem,
Że w sferze marzeń
Jest Madelaine...
A więc pomarzę...

czwartek, 21 października 2010

Konterfekt afektu

Zaśpiewam Państwu krótką balladkę,
O tym jak wpadłem w afekt przypadkiem.
W ten poniedziałek, podstępnie dość
W sercu rozgościł się gość.

Nie przewidziałem tego niestety,
Że pod postacią słodkiej kobiety
Naiwnie zwinnej, a zimnej nie,
Podejść mnie uda mu się!

Efekt afektu w żyłach krew zmroził,
I nie pomogły modły do Bozi.
We wtorek z uczuć wpadłem już w chuć,
Wszak woląc smętnie się snuć...

W środę zawiodły flegmy hamulce,
Bo zamiast kazać spadać damulce,
Afektu defekt ku niej mnie pchnął,
A w drodze wszystko z niej zdjął...

Nie będę chyba bardzo odkrywczy,
Mówiąc, że byłem bardzo porywczy,
Bo już odkrywszy niewieści biust,
Uznałem afektu gust.

Co było potem, raczej zamilczę,
Gdyż apetyty afekt miał wilcze.
Lecz Afrodyta rozkwitła też,
W tych słowach: "Ach, Wilczku, bierz!”

Więc przeżywamy szały uniesień,
Nie myśląc, co nam przyszłość przyniesie.
Na złość miłości krzyknie nam „Stój!”?
... problem afektu, nie mój...

wtorek, 19 października 2010

Następna dla...

Kiedyś dotrę do Ciebie,
Chociaż teraz
Zatarła mnie mgła okropnie,
Więc nie docieram.
W butach stopy mam obtarte,
Choć Ty to przetarty szlak.
Ale warto z duszą zdartą
Iść do Ciebie tak...

Nie, nie traktuj mnie za grzecznie.
Wychowanie odstaw w kąt,
Nie poczuję się bezpieczniej
W wiecznym ruchu obu ciał.
Więc nie kochaj mnie koniecznie,
Tylko ze mną bądź.
Żebym Ciebie w niebie znała,
Żeby Ciebie los mi dał
Bym Cię miała...

Kiedyś pójdę do Ciebie,
Lecz teraz
O co chodzić Ci może
Już nie dociera.
Może kiedy wyjdę w przyszłość,
By powiedzieć Tobie „Tak”,
Gładką będę mieć już duszę,
Wątpliwości brak.

Mimochodkiem daj mi zwrotkę
Wyśpiewanych snów.
Bo przy Tobie jestem kotkiem
Bez pazurów i bez wad.
Więc pokochaj mnie, idiotkę,
O mnie myśl mi znów.
Bo poznałam Ciebie w niebie,
Wymyślałam, i od lat
Szukałam Ciebie...

wtorek, 12 października 2010

[*]

Kolejna katastrofa na polskich drogach. Ja zwykle, winna bezmyślność, stan dróg i pogoda. Kolejna tragedia wielu osób, i tak dotkniętych przez życie. Dotkniętych swoją nieporadnością, a co za tym idzie biedą. Lecz ja widzę głównego winowajcę gdzie indziej, wśród nienapasionych rządzących, dzielących wszelkie przedsiębiorstwa na spółki i spółeczki, by nakarmić posadami w dyrekcjach i radach spółek swoich wiernych. Kupujących dziennikarzy i jednostki opiniotwórcze. Lata zaniechań i zaniedbań, pozwalających upadać bezpiecznym środkom transportu dla wszystkich... Tylko jedno jest inne. Za tydzień Pan Premier przedstawi ustawę o busach... Idą wybory... I jak mi ktoś powie, że czepiam się Tuska, to dam mu w pysk! Jego pech, że akurat teraz rządzi, cała reszta tej bandy jest taka sama, nienażarta i o pamięci dziewięciolatka, pamięci Do Wyborów...

P.S.: Poszukuję partii, która da mi poświadczone notarialnie oświadczenia, że w wypadku wygrania wyborów zapewni posadki jedynie sobie i swoim dzieciom, kuzyni drugiego stopnia i znajomi nie będą doliczani. Pod groźbą odszkodowania od łebka... Może gdy wszyscy wyborcy postawią takie żądanie, to coś się, kurwa, zmieni?!

Krótko o aktualnej żądzy

Ach czyjaż to, czyja, mnie żądza owija?
Oplotem jak żmija na szyi mej tkwi.
Ma jest, nie niczyja, nie szukam więc kija
Gdy jako lilija rozkwita i kpi.
Bo choć nie popijam, jest niczym rakija,
Promile nabija i w krew wchodzi mi.
I biednym jest ci ja... A Radio Maryja
Już mnie nie dobija. Dobijasz mnie Ty!

niedziela, 10 października 2010

Prehistoria

Dla większości czytelników tego bloga 30 lat to prehistoria, dzikie ludzie se łaziły przed jaskiniami ciągając samice za kłaki... Niemniej już wówczas umiałem pisać, może nie wiersze jeszcze, choć do rymu. Na cześć odnalezionego Pierwszego Wiersza Haca i że ma go komu przeczytać, trzykrotne "hip, hip, hurra!" :)

P.S.: Nagroda 500 L$ dla osoby, która odgadnie, pod jaką, BARDZO znaną melodię napisałem ten wiersz :) Przypominam, został napisany w październiku 1980 roku, to zawęża poszukiwania, od chórów gregoriańskich, przez Mozarta po Maanam- Elektryczny Prysznic :P Odpowiedzi w komentarzach, a zresztą komentujcie też nieodpowiednio :)


Wstaje dzień,
A świat wokół nas uśmiecha się.
Różowe chmury płyną w świat...
Chcę z Tobą być,
Przez wiele lat...
Z Tobą zawsze być,
Razem żyć, i kochać Cię,
Razem sny swe śnić,
Chociaż wstał już nowy dzień...

Słońce lśni,
Wciąż przy Tobie ja,
A przy mnie Ty.
I chwilą mija każdy dzień
i myśli złe, odsuwa w cień.
Słońce świeci w nas,
Cały czas nam w sercach gra.
W głowach szumi las
w skroniach tabun koni gna...

Zgasł już dzień,
A świat wokół nas przygląda się,
Jak wtulasz głowę w ramię me,
I dobrze mi, bo kochasz mnie...
Księżyc wszedł już w nów,
Po tym dniu, co skończył się.
Słońce świeci znów,
chociaż nie wstał jeszcze dzień
Kolejny...

Bardzo stary wierszyk :)

Nie mam nastroju, wiec żeby coś zamieścić, dam starocia:


Potrzeba kobiety się zdarza, niestety-
zachcianka poety, co wie czym jest ból.
Dopada nas zwłaszcza
jak tłuszcza hulaszcza,
gdy rozum jest w chaszczach
i gryzie jak mól

Młodego, co w pryszczach się paszcza wybłyszcza,
pogłaszczą babiszcza, uśmiechną się doń!
Ja marzę że jeszcze
je kiedyś popieszczę,
lub nawet zbezczeszczę,
choć siwą mam skroń...

Bo to już nie proste, gdy entą masz wiosnę,
i włoski żałosne odkryją ci łeb.
Są zimne jak leszcze
niewiasty drapieżcze.
Z rozpaczy dziś wrzeszczę
na pań idąc lep!

Bo cóż mi po wieszczach, gdym w żądzy jest dreszczach,
nie w słońcu, lecz w deszczach mych uczuć tkwi toń.
Jak diament w niej błyszczy
ideał, co niszczy
i spala do zgliszczy...
Ma żądza - Twa broń...

sobota, 2 października 2010

Październik

Jesiennie
Ty w październiku weź mnie
Albo tak trochę inaczej
Bo cóż ta pora roku znaczy?...
Popatrz, pocałuj
I pokochaj...
Lub może lub mnie trochę...

Bo październik,
i tak jesiennie...
Wiec kochaj...
Lub choć się polub we mnie...